Historia sporu kredytobiorców z bankiem PKO BP

kredyt frankowy

Kilka miesięcy temu do Kancelarii zwróciło się małżeństwo, które w 2008 roku postanowiło spełnić swoje marzenia. Chcieli zbudować dla tworzonej przez siebie rodziny „własny kąt”. Potrzebowali na to jednak wsparcia finansowego. Dysponowali własną działką, zaczęli już budowę, ale na jej kontynuowanie konieczne były pieniądze. Zaczęli więc szukać kredytu – wcześniej nigdy nie zaciągali pożyczek. Nie mieli takiej potrzeby. Dlatego też trochę się obawiali.

Dysponowali jednak rachunkiem bankowym otwartym w banku PKO BP. Stąd też ufali temu podmiotowi. Zresztą nigdy dotychczas ich nie zawiódł. Byli zadowoleni z jakości świadczonych usług. Poza tym mieli do niego blisko. Oddział banku znajdował się niedaleko ich miejsca zamieszkania, pracowały tam panie z sąsiedztw . Dlatego, kiedy w końcu podjęli ostateczną decyzję, że chcą wziąć kredyt, to tam postanowili pójść w pierwszej kolejności. Oczywiście, przezorność wymagała zweryfikowania ofert również w innych bankach. Tam jednak im odmówiono, gdyż żaden z banków, biorąc pod uwagę ich wiek, nie chciał udzielić kredytu na 30 lat. Pozostał im zatem tylko PKO BP.

Co ważne w tej historii, oprócz braku większego doświadczenia w zakresie usług bankowych, Klienci nie mieli też wykształcenia w tym kierunku. Interesował ich kredyt w wysokości 300.000 zł z możliwie długim okresem spłaty. Nie wiedzieli wtedy o kredytach walutowych. Zresztą potrzebowali przecież pieniędzy na sfinansowanie budowy w Polsce, nie w Szwajcarii.

Pani z banku zaproponowała jednak kredyt we frankach szwajcarskich. Argumentowała, że kredyt we frankach jest dużo bardziej korzystny niż kredyt złotówkowy. Miało być taniej. Przedstawiając tabele i wykresy przekonywała, że jest to waluta stabilna. Nie informowała o ryzyku, nie przedstawiła symulacji co może się stać, kiedy waluta zdrożeje. Nie przestrzegała, że kurs franka jest sztucznie utrzymywany na niskim poziomie i może się to zmienić. W końcu dodała, że sama ma kredyt w tej walucie, że ona poleca ten produkt.

Jak nie zaufać sąsiadce – uśmiechniętej pani z banku, sprytnie skracającej dystans, oferującej złotą kartę, dającej dobre rady jak zmniejszyć wysokość kosztów bankowych (tj. dokupując kolejne produkty bankowe lub występując do innych banków, żeby PKO przedstawiło jeszcze „lepszą” ofertę)?

Trudno się oprzeć takim argumentom, kiedy marzenia są na wyciągnięcie ręki i można je zrealizować jeszcze taniej, bez ryzyka. Decyzja zapadła. Wymarzony własny kąt PKO BP dopełnił przymiotnikiem „hipoteczny”. Trzysta tysięcy złotych przeliczono na ok. 135 tys. franków szwajcarskich. W związku z tym, że waluta już wtedy zaczęła drożeć, Klientom wypłacono ostatecznie 320 tys. złotych, nawet pomimo tego, że aż tak dużej kwoty oni nie potrzebowali.

Obecnie sam tylko pożyczony kapitał, nie licząc odsetek i innych dodatkowych kosztów, to ok. 520 tys. złotych. Ponad pół miliona. Dotychczas bank pobrał od klientów ok. 160 tys. złotych oraz 10 tys. franków. Upraszczając – w normalnych warunkach ponad połowa kapitału byłaby już spłacona. W realiach sprawy Klienci w rzeczywistości nie rozpoczęli jeszcze spłacać kwoty, którą wzięli od banku, pomimo że bank pobrał od nich takie ogromne sumy.

Nieodpłatnie przeanalizowaliśmy sprawę. Zadaliśmy sobie pytanie – czy postępowanie banku jest uczciwe? Naszym zdaniem nie. Po lekturze umowy doszliśmy do wniosku, że umowa jest nieważna – z wielu różnych powodów. Chodzi m.in. o sprzeczność jej treści z bezwzględnie obowiązującymi przepisami prawa bankowego, o to że pozostaje w sprzeczna z zasadą walutowości, o to że zawiera klauzule abuzywne, a w końcu o to, że sprzeczna jest z zasadami współżycia społecznego i naturą stosunku prawnego. Ponadto, jest ona dotknięta postanowieniami abuzywnymi (niedozwolonymi) .
Imieniem klientów przygotowaliśmy wezwanie do zapłaty na całą dotychczas pobraną sumę. W odpowiedzi bank próbował nam wmówić, że umowa jest ok przez co nasze żądanie nie zasługuje na uwzględnienie.

W związku z tym, na zlecenie Klientów, przygotowaliśmy pozew. Nasze argumenty ujęliśmy na prawie 60 stronach. Staraliśmy się być zwięźli, ale do powierzanych nam spraw podchodzimy z pełnym zaangażowaniem. Nie mogliśmy pozwolić sobie na przeoczenie nawet najmniejszego szczegółu. Rozpracowaliśmy umowę. Wyłuszczyliśmy wszystkie jej mankamenty. Antycypowaliśmy argumenty banku. Wyłożyliśmy wszystkie karty, grając va banque. Pozew został wysłany. Łącznie z załącznikami liczył 176 stron. Dużo. Prawie cały tom akt sądowych.

Pozew przeszedł kontrolę formalną. Sąd postąpił bardzo sprawnie i szybko. Bezzwłocznie wysłał pozwanemu bankowi odpis naszego pozwu i zobowiązał go do ustosunkowania się.

Zastanawialiśmy się jakie argumenty bank przedstawi tym razem. Czy będzie nas w stanie czymś zaskoczyć? Otrzymaliśmy pismo. Nadeszło w niechlujnej, porozrywanej kopercie. Co prawda objętościowo robiło wrażenie. 89 stron samego tekstu. Szybko jednak okazało się, że forma nie przystaje do treści. Dało wyczuć się szablonowość. Wszystkiego można było się spodziewać. Bank odnosił się do argumentów, których nawet nie powołaliśmy, natomiast część z naszych zarzutów pominął milczeniem. W naszej opinii naruszył też tajemnicę bankową – omyłkowo bowiem w treści pisma ujawnił dane osobowe swoich innych klientów, a także okoliczność, że pozostaje z nimi w dwóch sporach sądowych. Nieładnie.

Bank powołał kilkadziesiąt korzystnych dla siebie wyroków sądowych. Milczeniem zbył jednak te sprawy, w których przegrał. Dlatego tym bardziej cieszą nas informacje o kolejnych wygranych sprawach sądowych kredytobiorców z PKO BP. Mamy nadzieję, że do grona szczęśliwców dołączą również nasi klienci.

O rozstrzygnięciu sprawy naszych klientów dowiemy się być może już 30 października 2019 roku. Na termin ten sąd bowiem wezwał wszystkich świadków i strony, a zatem jest szansa, że sprawa zakończy się tylko jedną rozprawą, chyba że bank podejmie jakieś kroki, by odroczyć zakończenie sprawy.

PS. Zdjęcie oczywiście jest przekorne, gdyż Klienci nigdy franków szwajcarskich od banku nie dostali.

 

Jak widać bank nie traktuje swoich klientów poważnie. Pomimo stworzenia rażąco niekorzystnej umowy dla kredytobiorców, nie zamierza w jakikolwiek sposób iść im na rękę. Wręcz twierdzi, że kredytobiorcy sami chcieli podpisać nieważną i naruszającą ich interesy umowę. W naszym odczuciu nie można takiego postępowania zbyć milczeniem.

*****

Współtworzący bloga adwokaci reprezentują klientów w sporach z bankami z całej Polski.

Jeśli są Państwo w podobnej sytuacji zapraszamy do kontaktu z adwokatem Pawłem Zawartką lub adwokatem Michałem Śmiglem, którzy udzielą profesjonalnej porady i pomogą sprawnie przeprowadzić postępowanie. W ramach inicjatywy społecznej nieodpłatnie analizują umowy kredytowe pod kątem roszczeń przysługujących kredytobiorcom.

Z kancelarią adwokacką można skontaktować się telefonicznie pod numerem 790494135 lub za pośrednictwem formularza kontaktowego:

    Korzystając z formularza wyrażają Państwo zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych podanych w ww. formularzu oraz w przesłanych przeze siebie dokumentach.

    Administratorami Państwa danych osobowych są Adwokat Michał Śmigiel, Adwokat Paweł Zawartka oraz Adwokat Magdalena Walkiewicz (ul. Mogilska 58/9, 31-546 Kraków). Dane osobowe podane w formularzu będą przetwarzane wyłącznie w celu udzielenia odpowiedzi na przesłane zapytanie (podstawą przetwarzania danych jest Państwa zgoda wyrażana poprzez wysłanie zapytania). Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne w celu udzielenia odpowiedzi.

    Państwa dane osobowe będą przechowywane przez okres nie dłuższy niż to konieczne do udzielenia odpowiedzi. Mają Państwo prawo dostępu do tych danych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania oraz prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.